sobota, 27 czerwca 2009

Woda w Dolinie Bialego Dunajca








Potoki i jeziora górskie zachwycają mnie niezmiennie. Potok Białego Dunajca w dolinie o tej samej nazwie ma piekna barwę ktorą nadają mu skały. Jest piękny o każdej porze dnia i roku. Ponieważ jest to trasa spacerowa warto będąc w Zakopanym wybrać się tam na wycieczkę. A jesli sił i ochoty starczy pojsć dalej Na Sarnią Skałę i zejć Doliną Strążyską. Naprawdę warto.

piątek, 26 czerwca 2009

Kobieta i auto

Dzisiaj rano byłam umówiona u klienta. Wizyta zaplanowana na konkretną godzinę. Wyjechałam jak zwykle wcześniej bo nie lubię się spóźniać. Kontrolka paliwa wskazywała stan niedoboru. Zatankuje w drodze powrotnej – pomyślałam. W końcu rezerwa starcza u mnie na bardzo wiele kilometrów.
Połowa drogi, ruch jak cholera a ja na trzecim pasie i…. Koniec, zgasło, nie zapala !
Pasy zablokowane. Wrzucam luz, wysiadam z auta i zaczynam pchać to moje motoryzacyjne szczęście ledwo kręcąc kierownicą z braku wspomagania. I muszę przyznać że Panów Kierowców mamy kulturalnych- zrobili mi miejsce żebym mogła tę tonę trzysta odholować na pas zieleni. Czułam na sobie te wszystkie męskie spojrzenia- uda jej się czy nie ?
Udało się choć przy moim wzroście 165 i 65kg wagi był to wyczyn nie lada. Auto ciężkie i właściwie tak wysokie jak ja. Kobieta jednak jak musi to i góry przeniesie.
Muszę jednak przyznać że znalazł się jeden osobnik rodzaju męskiego którego ruszyło serce jak nie mogłam pokonać drugiego wyższego krawężnika –pomógł.
Wniosek
Dwie zmiany świateł zablokowane, czas panów stracony na czekanie bezcenny.
Wniosek drugi podsumowujący, nie dawaj swojemu facetowi własnego auta. Przejechał zbyt dużo na Mojej rezerwie !

czwartek, 25 czerwca 2009

Tęsknoty ciągoty

NIE PADAŁO, chciałabym tak napisać. Właśnie powoli i z pomrukiem zbliża się burza.Nastrój ni jak nie chce wrócić do normy. Codzienność zbyt przytłacza, przyszłość ta najbliższa niewiadoma. Brak ciepła tego wewnętrznego nie pozwala na radość z ptasich treli.
Jak już poukładałam sobie wszystko na nowo to z mojego horyzontu zniknęło to co było dla mnie najważniejsze, podobno wraca. Tylko czy ja się na powrót otworzę.
Potrzebuję zamknięcia spraw niezamkniętych i solidnego punktu zaczepienia. Wtedy nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Mam nadzieję, że wraz z końcem procesu z byłym już na szczęście pracodawcą zacznie się dla mnie „ ten właściwy” czas i zacznę budować coś od nowa.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Pada,pada ....









Drugi dzień lata zimny i deszczowy. Mimo aury wybrałam się na polowanie tkaniny w secendheand. Wzięłam ze sobą kawałek papieru do decoupage i niestety zbyt różowa. Muszę polować dalej. Pogoda nie nastroiła mnie dzisiaj zbyt pozytywnie, jeszcze większy smutek przyszedł kiedy zobaczyłam co dszesze zrobiły z kwiatami róż. Moje marzenie to usiąść na tarasie z poranną kawą, słuchać śpiewu ptaków i przyglądać się kwiatom.

sobota, 20 czerwca 2009

Secendhend czyli ciuchlandia

Zrobiłam sobie wczoraj dzień polowania w secendhendach.
Mam w swoim mieście w jednym kwartale środmieścia istny raj do takich polowań. Potrzebowałam tkaniny i poduchy do zmiany wyglądu kanapy i przedpokoju wielkości ponad przeciętneją
Udało mi się kupić piękne w starym stylu poszwy na poduchy, na kanapę . A na tkaninę na lambrekin i nowe obicie na fotel którego jeszcze nie mam będę polować w poniedziałek. Upatrzyłam sobie tkaninę w piękne angielskie róże a wcześniej kupiłam papier w decoupage który będzie pasował do całości.
Ozdobię nim blat ktory ma nóżki od maszyny Singera i szafkę.
Dzisiaj ruszam na polowanie fotela a jak mi się trafi ładna komoda do przedpokoju też będzie fajnie.

czwartek, 18 czerwca 2009

Moje przemyślenia i ...



























Tak się potoczyło moje życie ze coraz częściej myślę o wyjeździe w miejsce w którym mogłabym się zaszyć. Dokończyłabym wreszcie (może) książkę i miała szansę stworzyć coś nowego ale z nutką dawnych czasów. Dom byłby stary drewniany z dużym różanym ogrodem . Na drugiej zadaszonej werandzie piłabym kawę wiosną i latem o poranku. Z drugiej strony byłaby mała przeszklona weranda na jesienną słotę i chłód zimy. I gdyby jeszcze był widok na moje kochane Tatry to nawet mogłabym tam być sama.
W takich chwili ,kiedy czuję że moje życie zawodowe może się nie ułożyć ,co w dzisiejszych czasach konsumcjonizmu jest nie do przyjęcia przez otoczenie ,wracam myślami do osoby mającej niewiele ale która miała pasje.
W Muzeum Wsi Kieleckiej z której pokazywałam zdjęcia jest ekspozycja rzeźb, ale jakich. Niepospolitych, nietuzinkowych i orginalnych. Po obejżeniu ich i przeczytani jednej z sentencji autora zapragnęłam mieć swoje życie i nie patrzeć na zdanie innych.
To było rok temu.

A jeśli mio się uda to wyślę mojemu byłemu Regionalnemu kartkę z podziękowaniem ze podjął za mnie decyzję której ja nie potrafiłam podjąć od dawna.

Rzeźby to twórczość Jana Bernasiewicza zwany Nikiforem z Jaworzni. Mówił o sobie- " jestem chłopem polskim pospolitym". A jednak nie pospolitym. Prawie każdą swoją rzeźbę opisywał w pamiętniku. A jego żona w wierszach opisywała jego twórczość -" Moje myśli były pierwsze, Ty rób rzeźby a ja wiersze "

środa, 17 czerwca 2009

Kościólek Wang





















Kościółek ujął mnie swoim wyglądem już jako nastolatkę. Jest po postu piękny w każdym detalu. Przy kościółku znajduje się cmentarz który na początku był cmentarzem parafialnym. Cmentarz był miejscem pochówku również ofiar gór. Zachowały się tez liczne opisy pochówków i warunków w jakich chowano osoby.Pochowane są tam osoby które wyraziły w tamtych czasach życzenie pochówku w tym pięknym miejscu, trzech pastorów parafii i i burmistrza zmarłego w czasie wojny.
Król Fryderyk Wilhelm IV


Hrabina von Reden


Kościółek Wang ma ciekawą historię. Został zbudowany na przełomie XII i XIII w południowej części Norwegii w miejscowości Vang.


Kościółek kupił król Pruski Fryderyk Wilhelm IV za namową hrabiny von Reden z Bukowca i wpłynęła na króla żeby przekazał go gminie Bruckenberg - Karpacz Górny. Król kupił prawie 500 letni kościółek za cenę drewna opałowego.
A dlaczego tak tanio?. Norweska wioska była w bardzo trudnej sytuacji i nie miano pieniędzy na odnowienie kosciółka. Postanowiono kościółek zniszczyć. Dowiedział się o tym malarz norewski i profesor drezdeńskiej Akademii Sztuk Pięknych Jan Kristian Dahl.
W 1841 kupił kościół bez dachu w licytacji z pieniędzy zamożnego inwestora wspomnianego już króla.
Kościółek miał prostszą formę niż obecnie. Nie miał ozdobnej wieży która powstała już w Karpaczu, okrągłego prezbiterium i podniesionych smoczych głów.
I tak oto kościółek który mógł bym perełką sakralną i turystyczną w norweskim Vang jest taką perełką u nas.
Części kościóła zostały potem jeszcze poszerzone i te budowle różnią się elementami zdobniczymi.

wtorek, 16 czerwca 2009

Kościółek Wang w Karpaczu











Nie wierzę patrząc w okno, wczoraj 23 stopnie i słonko dzisiaj zimno i deszcz.
To też pogoda tylko bylejaka.
Pokażę dzisiaj zdjęcia z Karpacza a właściwie jedno z magicznych dla mnie miejsc kościółek Wang.

poniedziałek, 15 czerwca 2009

I po długim weekendzie.
Co zresztą widać za oknem, słonko świeci i mocno już grzeje. Mam chwilkę a poranną kawę i przeglądnięcie zdjęć.

Lubię wracać do miejsc mi znanych ale i lubię odkrywać nowe.
Karpacz i Sudety takim miejscem. Dawno temu kiedy miałam naście lat zeszłam je na własnych nogach na obozach wędrownych.
To były czasy, parciane przemakąjace plecaki, buty Pioniery, spanie w różnych dziwnych miejscach i sklepy wiejskie w których chleb był tylko o określonych godzinach.
Gotowało sie na maszynce spirytusowej. Szczytem kulinarnych uniesień w takich warunkach była zupa ogonowa z proszku i mielonka na cieplo z puszki. Jako uzupełnienie wykwintnego menu-chleb ze smalcem ze słoika i ogórek kiszony. A i jeszcze były dary pól i sadów, nie naszych oczywiście.

sobota, 13 czerwca 2009

Leje od samego rana, paskudna pogoda ma być przez cały dzień.
Plan dnia wziął w łeb, architektura ogrodowa znów musi poczekać. Poranna kawa w łóżku to rytuał mojego wstawania do tego książka, parę stron na dzień dobry. Czytam Wielką tajemnicę Kościoła , po okresie fascynacji książkami o sekretach Templariuszy, Zakonu Syjonu i Świętym Grallem przyszła pora na zgłębianie prawdy i mitów.
Z zakupu truskawek na przetwory też dzisiaj nic nie wyjdzie. Zaszyję się dzisiaj w pracowni i dokończę rozpoczęte prace decoupage. A po południu z córką usiadziemy nad szatą graficzną mojego nowego bloga Atelier Konstancja. Będzie o sztuce decoupage, o moich pracach i kursach.

środa, 10 czerwca 2009

Rano obudziło mnie piękne słonko, sama radość porannego wstawania. A teraz niestety znów chmury i znów szaro. Przynajmniej jest ciepło.
Na dłuugi czerwcowy weekend zaplanowałam plener "Ogrodowy "Wczoraj wpadłam do zaprzyjaźnionego sklepu po kilka drobiazgów a wyszłam z całkiem pokaźnymi zakupami.
Moje i zmagania mojej przyjaciółki pokarzę w blogu Galeria Fandango.
Już się bardzo cieszę na to artystyczne wyżycie.
Nalewkę próbuję co dzień i muszę wam powiedzieć ze zaczyna mnie zaskakiwać smakiem i aromatem. Zapowiada się harmonia wszystkich zmysłów. Cudownie.
Truskawki nabierają aromatu, trzeba kupić parę kilo na przetwory.
Może konfitura z truskawek z migdałami cytryna i cynamonem......
Zobaczymy.
Albo nalewka truskawkowa ?
Już wiem ze trzeba do niej dać więcej cytryny żeby nie była płasko- truskawkowo - mdła. Tej zrobionej w zeszłym roku nie dałam rady poprawić bo zniknęła po jednej ciekawej imprezie.
I nikt nie zgłaszał zażaleń na jej smak.

piątek, 5 czerwca 2009

Kolejny zimny i mokry wieczór. W kominku wesoło podskakuje ogień a ciepło przyjemnie roznosi się po domu. Lubię zapach palonego drewna.
Koty zajęły miejsca jak najbliżej niego i smacznie śpią.
Od tak dawna jest deszczowo że wydaje się ze ciepła już nie będzie. Dzisiejszy dzień spędziłam w aucie przemierzając wiele kilometrów. Dla osłody kupiłam sobie kilka róż.
Jutro wielkie sadzenie, pąki już w gotowości do pokazania się w całej krasie koloru i formy.
Ale teraz jest wieczór, zaraz kąpiel pachnaca olejkami i książką.
I miłego wieczoru wam życzę.

czwartek, 4 czerwca 2009

Kolejny dzień. Jak budzę się w domu zawsze jest tak samo.
Powoli otwieram oczy a we mnie wpatrzonych jest przynajmniej dwie pary, to psiaki. Reszta w ilości 3 par należy do kotów. Ilości par ocząt rybek w akwarium nie będę liczyć i jest jeszcze jedna para oczu - żółwia. A na polpietrze mieszkal kiedyś między oknami Stefan - krzyżak. Ciekawe ile miał oczu. Miał bo Stefana już nie ma.
Otwarte przeze mnie oczy to sygnał do skakania po mnie ,lizania, okazywania psiej czułości.
Całe moje codzienne wstawanie to niezmienny rytuał.
Powitanie przez psiaki i jedną kotkę która z nami śpi.
Włączenie światła w akwarium , rybki chcą jeść i czekają przyklejone do szyby.
Schodzę na dół, pieski chcą wyjść.
A trzy kotki już czekają na blacie w kuchni na swoje poranne smakołyki.
Jeden dostaje mleko.
Drugi suchą karmę.
Trzeci mięso z puszki.
Teraz czas na zrobienie kawy.
Wpuszczam psiaki które jak w dym biegną do swoich już nie pustych misek.
Po tak spełnionych porannych obowiązkach mogę w spokoju wypić kawę.

środa, 3 czerwca 2009

Nalewka z kwiatow czarnego bzu

Nalew z kwiatów czarnego bzu miał sobie stać w spokoju 10 dni. Dzisiaj jak przemieszałam zawartość słoja to niebezpiecznie pokazały się bąbelki. Czyżby miał zamiar wywinąć mi numer i sfermentować.
Nic z tego.
Do dokończenia nalewki potrzebny jest spirytus, korzeń arcydzięgla dwie łyżeczki, 2-4 limetki i .
Nic prostszego. Mieszkam na małym osiedlu ale apteka jest. Nie miałam tylko zamiaru pytać o limetki bo i tak tu nikt by nie wiedział o co chodzi.
Wpadam do apteki i pytam o korzeń arcydzięgla. A Pani potrzebuje do nalewki -uśmiechnęła się mila Pani farmaceutka.
-Skąd Pani wie ?
-Przed chwilą była klientka i też go potrzebowała do nalewki- odparła.
Dostałam od niej informację gdzie w Łodzi jest osiągalny.
Z apteki idę do sklepu z alkoholem.
-Poproszę 0.5 l spirytusu.
-A ,Pani potrzebuje do nalewki- spytała ekspedientka
-Skąd Pani wie, spytałam baardzo zdziwiona.
-Przed momentem była klientka i kupiła dwie ostatnie butelki do nalewki, odparła sprzedawczyni. -Do nalewki z kwiatów czarnego bzu, dokończyła.
Rozbawiła mnie ta sytuacja i wprawiła w dobry humor.
Pojechałam do centrum po korzeń a po drodze kupiłam spirytus.
Tak się złożyło że sklep zielarski jest prawie obok magicznego miejsca prowadzonego przez moją znajomą Kasię.
To sklep z artykułami do decoupage, biżuterii drewnianej i do filcowania.
Wypiłam pyszna kawę przegryzając słodkim ciasteczkiem przy miłej rozmowie.
Efekt, zakupy. W piątek dekoruję kolejne przedmioty.
A co z nalewką ?
Płyn przelać przez sito wyłożone ręcznikiem papierowym. Trzeba dobrze odcisnąć kwiaty żeby oddały całą resztę.
Przelewamy do słoja dodajemy korzeń arcydzięgla, sok z limetek.
I czekamy trzy tygodnie.

Knfitura z róży


Za oknem szaro, znów zanosi się na deszcz. Smutny początek czerwca, zimny i nieprzyjazny. Rozpaliłam w kominku i od razu zrobiło się przyjemniej.

W takie dni kiedy mam wolne od wielu codziennych spraw mam ochotę na zrobienie czegoś innego , niecodziennego. Na lakierowanie prac decoupage jest za wilgotno więc co będę robić ?

Zrobię konfiturę z płatków róży. Dziwna ta wiosna wszystko robię z opóźnieniem. Rosa canina zaczyna przekwitać.

Uzbrojona w wiklinowy koszyk ruszyłam na łowy, na szczęście mieszkam w takim miejscu że zebranie płatków nie stanowiło problemu.
Zebrane płatki róży płuczemy i osuszamy na papierowym ręczniku. Trzeba usunąć z końca płatków białe części bo zawierają goryczkę. Moich płatków było niewiele. Przełożyłam je do dość dużego garnka zalałam jedną szklanką wody i gotowałam 5 mniut. Garnek powinien być większy bo pojawiająca się piana może mieć dużą objętość.
Po tych 5 mniutach dodaję sok z całej cytrynę bez pestek i minimun 1.5 szklanki cukru. I smazymy około godziny.
W całym domu przez ten czas unosi się piękny różany zapach.
Kiedy konfitura jest gotowa przekładamy do małych wyparzonych słoiczków które pozostawiamy do ostygnięcia wieczkiem do dołu.
Teraz słoiczki dostaną etykietki i czapeczki na wieczka z lnianej kraciastej tkaniny.
I do spiżarni, zimą jak znalazł.

wtorek, 2 czerwca 2009

Bez czarny czyli Sambucus nigra





Wiele osób nie przepada za tym krzewem, bo za pospolity bo nieładnie pachnie, bo......

A ja lubię jego pokrój, kształt liści. I te kremowe kwiaty zebrane w baldachy na wiosnę. A na jesieni pyszni się lśniącymi czarymi jagodami.


Kiedyś był bardzo ceniony jako roślina lecznicza choć każda z jej części zawiera substancje trujące.


Wczoraj wsiadłam w auto w poszukiwaniu jeszcze kwitnącego krzewu żeby zebrać kwiatostany. Zbieramy je tylko w suche dni bo to co najcenniejsze to pyłek. Cała byłam nim obsypana. Zebrałam ponad 60 kwiatostanów.


A co z kwiatów będzie ?


Nalewka


Trzeba kupić cytryny. Dokładnie umyć pokroić w plastry i usunąć pestki. Do ugotowania syropu bierzemy litr wody i 0,5 kg cukru. W przepisie jest 0,7 ale ja wolę jak jest mniej słodka. Jeśli trzeba będzie można potem dosłodzić.


W dużym słoju układamy niemyte baldachy, przekładamy plastrami cytryny i zalewamy przestudzonym syropem.


Odstawiamy na 10 dni w ciepłe miejsce codziennie mieszając.


Ciąg dalszy pracy nad nalewką nastąpi...


Teraz nalew smakuje i pachnie cudnie.